header image
 

Z dala od/w domu

Znów na chwilę w domu, w swoim starym pokoju, który przez remont i wywiezienie ponad połowy rzeczy do Poznania przypomina teraz juz tylko składzik na końcu korytarza, w którym przypadkiem stoi moje stare łóżko. Siedzę na tym łóżku i co chwilę rozglądam się szukając dla siebie miejsca w tym odmienionym, a jednak dość znajomym świecie. Po prawej czasopismo z artykułem traktującym o autodestrukcji, po lewej notatki z Open GL. Ja między nimi słuchając czyichś resztek muzyki z dysku, próbując stworzyć motyla zabieram się za notkę na bloga. Może chociaż tutaj coś ciekawego zdziałam.

Minęło pare dobrych lat od kiedy w tym pomieszczeniu kwitło jakieś życie. Dawniej grały tu gitary, muzyka, były książki. Dziś jest to skorupa, już skruszona, a ja jestem tutaj teraz tylko ciałem. Dusza przeprowadziła się do pokoju w Poznaniu.

Koszalin, miasto, do którego nie lubię przyjeżdżać. A jednak czasem lubię tu przebywać. Jest to coś całkowicie odmiennego od wyjazdów do np. Wrocławia. Tutaj czekają mnie obowiązki, przyjeżdżając tu sama zakuwam się w łańcuchy. Z jednej strony…, ale patrząc na tą sytuację z innej perspektywy - tutaj znów odpowiedzialni są za mnie rodzice. “Wróć przed 23″, ale jednak w lodówce jest jedzenie, i to nie ja muszę je przytargać za sklepu, a pachnący obiad pojawia się bez stania przez X czasu przy garach. Przynajmniej z mojej perspektywy (nigdy nie byłam tu uznawana za osobę, która umie zrobić chociażby jajecznicę).

Jest też i Graal. W każdy weekend wieczorem jeśli się tam wybiorę mam dużą szansę na spotkanie kogoś ze znajomych. Tak było w piątek, tak mam nadzieję będzie też w poniedziałek.

~ autor lathea w dniu sobota, 22 marzec 2008.

Odpowiedzi: 9 to “Z dala od/w domu”

  1. Nie wiem dokładnie co rozumiesz przez zakuwanie się w łańcuchy. Jednak napewno powrót do domu rodzinnego może w pewnym sensie to oznaczać. Poza tym pamiętaj że bez samodzielnego zamieszkania człowiek nie muigł by w końcu rozprosotwać skrzydeł, a mimo wszystko o to chyba chodzi w tym całym galimatiasie;)

  2. Ojej, i tu mnie znaleziono:).

    Łańcuchy - przynieś, wynieś, pozamiataj, wróć wcześniej, nie wychodź, zadzwoń do, nie jedz tego, jedz to, wypij to, załóż to, pozmywaj, wyprowadź psa…
    A mimo to z własnej woli tam człowiek jedzie;).

    Własne mieszkanie sławie i celebruję:) taaaak.

  3. No wiesz na to trzeba uważać i się wypiąć ;) Wiem po swoim przykładzie, jedyny obowiązek do którego się zgłaszałem to wyprowadzanie psa ale tylko dlatego iż sam tego psa sprowadziłem ku wielkiemu niezadowoleniu mych rodzicieli;)
    A wracając do znalezienia powiedzmy iż był to przypadek;)

  4. Tia, mam w profilu wklajstrowane na forum, ja wiem…:)
    Psa nie lubię. Aktualne młode bydlątko jest głupawe. Zgłaszam się do głaskania kota - to mój wkład w zwierzyniec rodzinny :)

  5. No mówie że przypadek:P Tak mi sie skojażyłaś na forum;)
    Ja mam małego jamnika i nie narzekam;)

  6. Ja mam wersje rozbudowana, wiecej ciala, wiecej uszu, wiecej kolorow - basset hound.

  7. No co chcesz one boskie:D Co prawda typowe kanapowce, ale raczej specjalnie nikogo nie ugryzie;) Ale i jak wole moją wersje Beta=P
    Swoją drogą luknij sobie GITS-a 2 (tak w klimacie basetów;) )

  8. Zdaje mi się, że widziałam już oba;). Chociaż jakiś czas temu, więc pamiętam jak przez mgłę.

  9. To widać czas sobie te pozycje przypomnieć:P

Napisz odpowiedź