Bezdomna

Tu żyje się pod innym niebem (dawno nie widziałam tylu gwiazd).

Koźlaki są ogólno dostępne (już czuję tego kaca…).

Do krainy snów jest tak blisko (i mary są tak rzeczywiste, tak łatwo je zapamiętać).

No i mają świetny antykwariat.

No … ‘mają’? A może ‘mamy’?  Jestem z Koszalina, dobrze się czuję w tym mieście o ile nie kłócę się z rodzicielką. Jest mało ludzi, towarzystwa są klaustrofobiczne na dłuższą metę. Ale po takich wyjazdach jak te zaczynam tęsknić za tym miejscem. Jest to kwestia tego, iż umysł, który wypycha z pamięci złe wspomnienia Koszalin idealizuje.

Koszalin - miasto mniejsze i spokojniejsze. Życie tutaj toczy się wolniej. Gdy tu jestem schodzi ze mnie to tempo życia poznańskiego (specyficzne i sinusoidalne u mnie) i patrzę na siebie z boku, dystansu. To jest czas gdy raczej nie mam jak zmienić nic w Poznaniu, ale mam szansę to  wszystko przemyśleć.

Mam wrażenie lekkiej niespójności obu tych światów. I ta niespójność jest chyba we mnie…

Czy Poznań jest moim domem? Czy jest nim Koszalin? Wczoraj nie wiedziałam, dziś już skłaniam się do wielkomiejskiej dżungli, gdzie zawsze jest do kogo wyskoczyć na herbatkę. Ale jako miejsca pobytu. Nie czuję bym miała gdzieś dom. Może gdy wrócę do swojego małego pokoju, to znów poczuję, że mam coś własnego?

Z ciekawostek, z wielkomiejskiej dżungli do małego Koszalina plotki przechodzą z prędkością światła :D.

~ - autor: lathea w dniu sobota, 2 sierpień 2008.

Dodaj komentarz