Stresy uczelniane i nie tylko
Wrzesień jest miesiącem, kiedy to poziom hormonów stresu w moim organiźmie raczej nie opada poniżej pewnej solidnej normy. Jeszcze nie nastał na dobre, a już noc spędziłam zamiast śniąc – z obawami. Na różne tematy, jeden przewodni. Człowiek nie lubi tracić grunt pod nogami. Nie przepada też gdy umówieni z nim ludzie nagle znikają z powierzchni ziemi.
Ale ludzie na powierzchnie ziemi wracają w magicznych okolicznościach, a sen o godzinie 5:30 jak niespokojny by nie był – to zawsze coś. Rano dzwonek do drzwi, energiczne poderwanie się, ale to tylko zmiana liczników na kaloryferach (właśnie, odkręcić kaloryfery!!!). Więc szary dzień powoli się wlecze. wstałam zaledwie godzinę temu, a już tyle się wydarzyło.
Umowy ustne z profesorami nie są wiążące, właśnie ujrzałam piękne nie zaliczenie z Geometrii na USOS, a miałam poprawiać we wrześniu. Już mi dziekanat sugeruje opłaty za powtarzanie przedmiotu. Odsetki za nie zapłacenie… Ej, przecież mój rocznik miał mieć darmo. Jeszcze większe EJ: przecież ja tego miałam nie oblać, miałam móc poprawiać. MegaEJ – jak się dziekanat pokapuje to wywalą mnie z matematyki zdaje się. I jak tu człowiek ma być spokojny?
Meliska zaraz, jakieś śniadanie z resztek i mantra: przecież ja i tak nie chcę studiować matematyki.
Mam nadzieję, że nie wpadną na jakieś głupie pomysły związane z informatyką…
PS – i śniło mi się, że matka mi zabiera koc.

Na stresy najlepsza jest DOBRA zielona herbata, ciacho i odcinek lub dwa animki. Dobrej animki:D
Trzymaj się ciepło
Musze upolować jakąś dobrą zieloną, bo mnie już trochę czarne nużą. jednak ostatnio z kolegą napadłam na jedną herbaciarnie i robił mi za krytyka i specjalistę – to wyszliśmy niemal bez zakupów:).
A próbowałaś kakałko (kakauko? kakaoko?)?
A jak nie pomoże, to spójrz na to z dobrej strony:
jeśli wywalą Cię z matmy (czego, jeśli nie chcesz, to oczywiście Ci nie życzę), to będziesz miała więcej czasu dla siebie/ dla przyjaciół/ na przyjemności/ na pracę/ na inny kierunek studiów…