2008 12 25 Dom

Lubię tutaj bywać. Wyraźniej zauważam wtedy kontrast pomiędzy tym jak było kiedyś – a jak jest teraz, na studiach. Dokładniejsza wydaje się wizja tego, jak chcę by było potem. Nie mam zamiaru mieszkać w tym miejscu co teraz w Poznaniu, jakkolwiek dobrą lokacją by to mieszkanie nie było. Nie lubię bloków, co dopiero wieżowców. Jakoś nie przepadałam nigdy za mrówczym życiem – wspólnie dbamy o korytarze, windy, suche piony, wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Ciągnie mnie raczej do własnego domku… może chociaż mieszkania w kamienicy? W każdym razie chodzi o niezależność. Klitka o cieniutkich ścianach, gdzie po 22 należy chodzić na palcach nie jest dla mnie wymarzonym miejscem do życia.

Z drugiej strony widzę swój dom rodzinny. Mój pokój aktualnie stał się składowiskiem sprzętów ojca. Jest statyw (taki, jaki chciałabym mieć), ojciec używa go raz na ruski rok – ale mi nie da. Pełno magnetowidów czy czegoś takiego. Lampy, reflektory, wzmacniacze, kable, kable, wtyki, słuchawki, stare komputery, łóżko i szafa. Tak więc jak przyjeżdżam do domu mogę albo siedzieć w tym magazynie, albo z rodziną przed telewizorem. Najczęściej staram się wychodzić, ale w czasie świąt jest z tym ciężko. Nie wypada ludzi w domach nachodzić. Ja z kolei do siebie nie mam jak zaprosić.

Oba miejsca mają swoje plusy i minusy. W Poznaniu jest mieszkanie w miarę ogarnięte, nie ma jeszcze takiej graciarni, naczynia są czyste. Tutaj mamy zmywarkę, ale nie działa ona prawidłowo, i często znajdą się jakieś zaschnięte resztki, co mnie strasznie denerwuje (wczoraj zabrałam się za zmywanie w domu i umyte naczynia do wyschnięcia zostawiałam w zmywarce. W Poznaniu mamy też w przeciwieństwie do domu ciepłą wodę i porządne ciśnienie. Tutaj coś przez ostatnie lata psuje się piec grzewczy. Tak więc o ciepłą wodę ciężko. Dom też jest średnio dogrzany, zawsze zimą śpię pod dwoma kołdrami i we wszystkim co uda mi się na siebie założyć. Mimo to całe to miejsce pogrążone jest w swego rodzaju zawiesinie spokoju. Gdy nikt nie krzyczy, nie zbliża się żadna kolacja, komórka nie dzwoni – spoglądasz za okno i widzisz delikatnie poruszające się drzewa, żadnych samochodów, może ktoś spaceruje z psem, dalej podobne spokojne domki. Z dala od zgiełku i miasta. Enklawa. Taki stan można znaleźć w Poznaniu między godziną 3 a 6 rano. Tylko, że tutaj możesz to obserwować w świetle dnia. Lodówka jak zwykle pełna, chociaż z drugiej strony to nie ja robię zakupy, więc zrobić z tego coś konkretnego jest mi ciężko.

Słuchając starego Type’0’ Negative wspominam sobie stare czasy i staram się ogarnąć teraźniejszość. Zajmuję się zbyt dużą ilością rzeczy na raz. Brak mi na to czasu. Nie wyrabiam się. Tylko, że ciężko z czegoś zrezygnować lub ograniczyć.

~ - autor: lathea w dniu sobota, 27 grudzień 2008.

Dodaj komentarz