Prelekcje,prelekcje…- Polcon 2009
Długo wahałam się, jeśli chodzi o wyjazd na ten konwent. Wiele negatywnych opinii krążyło o jego organizacji. Decyzja zapadła w ostatni dzień zgłaszania programu. Zgłaszać LARP? Jechać? OK. Limbo Cafe ruszyło na warsztat.
To było pół miesiąca przed konwentem.
Na konwent, straszona ceną całego biletu, jaki trzeba by było wykupić na autobus w Łodzi, spakowałam się najlżej jak mogłam. Pożegnałam na parę dni swojego laptopa i dostęp do internetu. Pomachałam Canonowi. Wzięłam tylko dodatkową parę butów, ciuchy, kosmetyki i… worek kamieni, sznurek do bielizny oraz spinacze. Zapytacie po kiego czorta? Taka rola MG:)!
Czwartek
Sporą ekipą wsiedliśmy do osobówki w Poznaniu, większą cześć drogi spędzając na grze w kalambury. Na miejsce przyjechaliśmy koło 13/14. Z Alfar i Paszkiem uciekłam do krótszej kolejki, po czym wybraliśmy się do sali wspólnej. Po zwiedzeniu tegoż przybytku zwialiśmy na pizzę do Soprano. Trochę trzeba było poczekać, ale było warto! Następnie polecieliśmy na pierwsze prelekcje. Zaczęłam od trzech godzin prelekcji prowadzonych przez Hołka – o tym jak fundować fandom (czekam nadal na materiały), oraz warsztaty z rozwiązywania konfliktów. Rozpoczęcie Polconu i… do namiotu piwnego;). Tam pomiędzy jednym a drugim piwem zrodził się pomysł piątkowego spotkania twórców LARPowych. Impreza przeniosła się potem na boisko przy salach wspólnych. Koło 4 skorzystałam z tego, że prysznice są wolne, a następnie położyłam się, by zostać brutalnie obudzoną zaledwie jakieś 3-4 godziny później:). A ja myślałam, że prześpię pierwsze punkty programu:D.
Piątek
Piątek zaczął się od odebrania z przystanku Velazkeza. Tego dnia nie było za dużo prelekcji, które by mnie interesowały, więc zdaje się, że dzień ten spędziłam raczej na snuciu się i rozmowach. Koło 13 zorganizowaliśmy sobie poczwartkowe leżakowanie. Ta podłoga była taka miękka… I koło 14:30 trzeba było lecieć na kolejną prelekcję – także organizowaną przez Hołka (trafiał tematami jak widać). Z RPG w krawacie musiałam niestety uciec dość szybko, aczkolwiek zdążyłam na prawie całą część wykładową i wyszłam przy rozpoczęciu dyskusji (coś ciekawego mnie ominęło?). Tak, te trzy godziny zarezerwowane miałam na swojego LARPa. Limbo Cafe. Muszę przyznać, że nie jestem z niego dumna – mimo, iż pomysł wcześniej mi się podobał, to jednak okazał się zbyt skomplikowany na LARP, niektóre informacje dotarły do niektórych graczy za późno… co mi się spodobało to idealny timing, gdyż gra zakończyła się dokładnie po trzech godzinach. Chciałabym z tego miejsca bardzo podziękować wszystkim graczom za grę. Czekam na zdjęcia, które były robione po LARPie!
Prelekcji, które odbywały się w czasie mojego LARPa nawet nie przeglądałam, żeby nie żałować. Z LARPa pognałam na Graj Twardo (chociaż chciałabym się tutaj rozdwoić i skoczyć na prelekcję Sethisse). Na tym skończył się mój dzień konwentowy w budynku Lodexu. Związek Stowarzyszeń porwał Paszka, gdy szliśmy coś zjeść, więc.. poszłam pić.
W piątek po 22 miało miejsce nieoficjalne spotkanie twórców LARPowych. Dziękuję wszystkim za przybycie:). Grono węższe niż na spotkaniu na Pyrkonie, ale pojawiły się też nowe twarze. W ciekawe rejony doprowadziło nas swobodne przeskakiwanie z tematu na temat;). A ja, po tym spotkaniu, chciałabym was jeszcze raz zachęcić do pisania o LARPach. Jakie macie pomysły? Nowe zastosowania? Ciekawe zagadki? Może jakieś swoje gry opublikujecie, tak jak proponował to na spotkaniu Kokon (ekipa LARPowa z Kołobrzegu)?
Jeszcze raz, chciałabym wam za to spotkanie podziękować i serdecznie was z tego miejsca pozdrowić. Właśnie dla rozmów takich jak ta jeżdżę na konwenty:).
Sobota
Następnego dnia udało mi się wyrwać do Lodexu na mniej więcej 10 rano. Spotkanie autorskie z Magdaleną Kozak przeniesiono na tę godzinę (wlepka) co kolidowało z prelką Scobina, na którą także chciałam przyjść. Tym razem wygrał autor (ponownie), więc poszłam na spotkanie twórczyni Nocarza. Dwa razy już odbijałam się od drzwi tej perlekcji, gdyż nocarze nie wpuszczali nikogo po godzinie rozpoczęcia (pokaz). Było o skokach… pięęęęęknie.
Tutaj nastąpiła krótka przerwa na śniadanie, gdyż tegoż dnia w salach wspólnych nie było prądu i w grę nie wchodziły żadne zupki czy herbaty ( a, że sobota była cholernie zimnym dniem, to wzięłam ze sobą kubek i herbatę w nadziei napotkania gdzieś czajnika z gorącą wodą). Papu papu i frytki. czas na forum fandomu! Wcześniej krótki przystanek w green/red roomie i z półlitrowym kubkiem herbaty powędrowałam na dwugodzinne obrady. To było lepsze niż LARPy wampira:). Wpierw planowałam siąść z przodu, ale okazało się, że teren ten został opanowany przez Vratislavia Fantastica. To zmyłam się do góry, zasiąść tam gdzie było jeszcze miejsce i gdzie usadowiła się reszta Poznania – ekipy, która, jak wyszło z głosowania, organizować będzie Polcon 2011 (koordynatorze, a czym ja mam się zająć?).
Z Forum zmyłam się tuż przed wolnymi wnioskami, by zajrzeć jeszcze na targi. Moją uwagę zwróciła pluszowa k20 (czyżbym była nie wyspana?), można mi taką kupić, najlepiej jeśli byłaby zielona. W całym pawilonie nie spędziłabym dłużej niż 5 minut gdyby nie czytnik eBooków. Tak więc po dłuższej rozmowie postanowiłam wrócić do Lodexu na prelekcję o tworzeniu konwentów terenowych. Stamtąd zwiałam na kolejną prelekcję Wicka, zdaje się, że znów z lekkim spóźnieniem (na niewielu punktach programu byłam na czas;/). W planach na później miałam jeszcze warsztaty aktorskie, co niestety nie wyszło – poszliśmy na pizze;). Soprano – polecam;D. O warsztatach słyszałam wiele dobrego, mam nadzieję, że znajdę je jeszcze na jakimś konwencie. I znów ta nieoficjalna część konwentu… tym razem ciężko jednak było namierzyć jakąś grupę bawiących się znajomych. Jak się później okazało albo to siedzieli w akademikach, albo na LARPach, albo w Cottonie, gdzie nie było pierwotnie miejsca. Tak więc wraz z Velazkezem po spacerze na terenie konwentu zakotwiczyliśmy się na piwo w Cottonie. Impreza jednak skończyła się dla nas dość szybko, już około 1 byliśmy na salach wspólnych. I tak nadeszła…
Niedziela
Niby miałam iść na jakiś punkt programu. No miałam w planach ten trening kreatywności… ale skończyło się na rozmowach i śniadanku, pakowaniu. A, i byłabym zapomniała – finał Korporacji. Zabiłam wszystkich MG:)! Żałuję, że w wolnych chwilach nie udało mi się wypatrzyć nikogo biorącego udział w LARPie wcześniej. Na 12 zebraliśmy się częściowo do kupy i skoczyliśmy na kalambury RPGowe . Tam polegliśmy sromotnie. Nie przywyklim do zgadywania na czas:(, szczególnie takich haseł jak Crystalicum:). I na tym punkcie programu mój konwent się zakończył. Przynajmniej Polcon, bo potem nadszedł…
PKPCON 2k9
No dobra, tak po prawdzie to byliśmy tam tylko przez chwilę:D. Pociąg do Katowic/Krakowa(?) miał niezłe opóźnienie, więc dotrzymaliśmy przez chwilę towarzystwa Qadesh, Delein, Redowi i reszcie, po czym ukradliśmy im lokomotywę (no trzeba było pojechać o robić Polcon 2011) i wybyliśmy do domu. Po drodze graliśmy jeszcze w kalambury (hasła w stylu: sadomasochistyczne skłonności pasażerów opóźnionego pociągu:) ) i parę piwek, Alterinformator mogłam w końcu porządnie przeczytać.
Podsumowując
Byłam na wielu prelekcjach, jak na mnie i konwenty. Bawiłam się dobrze – tym razem z dala od organizacji. Brakowało mi co nieco ekipy z Wielosferu, bywali ostatnie parę lat na tych samych konwentach co ja, więc się przyzwyczaiłam:). Druga Era była w liczbie ponad 25 osób, z tego co wiem , a to nie wszyscy z Poznania, którzy przyjechali na tę imprezę (zdarzyło mi się co nieco ludzi z mojego miasta w Łodzi poznać – wszystkich was jeszcze raz zapraszam na środowe spotkania Drugiej Ery).
Wszystkich, z którymi piłam, rozmawiałam, kłóciłam się (inaczej – zażarcie dyskutowałam) – chcę pozdrowić:). Prowadzących i graczy, współspaczy na sali wspólnej (oprócz tych co nastawiali budziki :P) i tych co częstowali mnie alkoholem. Wiele osób poznałam, dowiedziałam się paru nowych rzeczy, wyjechałam biedniejsza o parędziesiąt złotych, bogatsza o jeden autograf i książkę, padnięta, mając w perspektywie sesję poprawkową i przygotowania organizacyjne do Pyrkonu 2010.
Do zobaczenia na Polconie za dwa lata w Poznaniu!

Chciałas powiedzieć – do zobaczenia na Pyrkonie w Marcu!
Rewelacyjnie się czytało:)
Tam też, aczkolwiek chciałam zostać w klimacie Polconowym:),a czy na triconie bede nie wiem.
Od budzików głośniej świeciło słońce, szczególnie w piątek rano ;) Dzięki za pojawienie się na prelce Magdy, mimo trudnosci :P
(i tylko poprawka co do mojego nicka, bo wielu się myli- Delein ;))
PKPCON będzie miał swoją stronkę w necie, materiały w sumie już gotowe ;D
Pozdrawiam,
Del
Poprawiam:D.
Ha!! A jednak ukradliście tą lokomotywę!!
Jej, aż mi wstyd, że ostatecznie tylko się wybyczyłam, niezbyt się przejmując programem :P No jakos takoś się złożyło…
A następny PKPcon – jak dobrze pójdzie – po Falkonie. Jestem pewna, że kto jak kto, ale PKP nas nie zawiedzie :D